Nil desperandum – z łaciny: nie należy rozpaczać, tracić nadziei

2018-07-14 8:36:52

„Polacy nic się nie stało„ – „za cztery lata będziemy mistrzami świata” a jak zechcemy to i mocarstwem będziemy – tyle tylko, że nie chcą nam na to pozwolić.

 

Jeśli chodzi o piłkę to nie pozwolił nam Senegal i Kolumbia, ale to sport i wygrywa lepszy, a czasami ten kto miał więcej szczęścia. O szczęściu jednak nie może być mowy przy wyniku 3:0. Pamiętam jak kiedyś jeden ze sprawozdawców po przegranym meczu reprezentacji Polski pełen optymizmu stwierdził, że chociaż przegraliśmy, to w rzutach rożnych byliśmy lepsi. Dzisiaj niektórzy pocieszają się mówiąc, że nasza reprezentacja najlepiej zaśpiewała hymn. Odpadły też Niemcy i mistrzowie Europy – choć osobiście tego nie rozumiem, niektórym przyniosło to ulgę w rozpaczy po naszej sromotnej porażce. Trzeba być optymistą ale patrząc zdroworozsądkowo na otaczającą nas rzeczywistość, ten optymizm u mnie jakby malał (– a może z wiekiem jest to naturalne?). Wymyślono co prawda i na to sposób – można przelać zawartość szklanki od połowy pustej do literatki, która napełni się do pełna, a w razie czego pozostaje jeszcze kieliszek i naparstek. Nie zmienia to jednak faktu, że płynu ubywa.
W szybkim tempie i dość nieoczekiwanie uchwalono kolejną nowelizację ustawy o IPN wycofując się z podstawowych jej założeń – karania za mówienie o „polskich obozach” i przypisywanie zbrodni narodowi polskiemu. Wówczas – raptem kilka miesięcy temu, wielu polityków mówiło, że nie można się wycofać z tej ustawy. Sam na łamach Tygodnika w art., „W obronie prawdy pełnej i niezałganej” napisałem, że „bezkompromisowo powinniśmy bronić naszej godności”.
Dlaczego więc po niecałych 6 miesiącach (- 6 lutego br. Prezydent podpisał ww. nowelizację ustawy) wycofano się z tych zapisów?
Cofa się albo tchórz albo wojownik. Ten pierwszy ze strachu. Wojownik zaś cofa się aby nabrać rozbiegu by z większym impetem zaatakować. Jak jest w tym przypadku ? A może wybraliśmy mniejsze zło – trudno walczyć a właściwie bronić się przed antypolskimi atakami wielu państw, tym bardziej, że nie jesteśmy ani mocarstwem ani państwem niezależnym ani nie jesteśmy również w gronie państw takich jak Wielka Brytania, Niemcy czy Francja, z którymi mocarstwa – Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny, muszą się liczyć. W takiej sytuacji musimy mieć mocnego sojusznika i postawiliśmy na Stany Zjednoczone.
Prezydent Trump nawoływał do zakończenia sporu Polsko – Izraelskiego. Po ostatniej nowelizacji ustawy o IPN, izraelski premier Benjamin Netanjahu stwierdził, że jest zadowolony ze zmian w polskim prawie. We wspólnej deklaracji premierów w pkt. 6 czytamy: Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe. Rządy Polski i Izraela nawołują do powrotu do spokojnego dialogu opartego na wzajemnym szacunku w dyskursie publicznym. W pkt. 3 deklaracji znalazł się jednak zapis: Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej.
Chciałbym przypomnieć w tym miejscu, „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” Icchaka Kacenelsona, którego fragment przytoczę:
„Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,”
i dalej:
„Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie!
A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!”
Wyczytałem, że „ Haaretz” – najstarszy dziennik wydawany w Izraelu (publikowany jest w językach hebrajskim i angielskim) pisze o końcu konfliktu Polsko-Izraelskiego wywołanego ustawą o IPN. Podkreśla przy tym, że ciągle nierozwiązana pozostaje kwestia części odpowiedzialności Polaków za udział w prześladowaniu i mordowaniu Żydów.
Dalej wyczytałem, że: „Jest jednak szczególna kwestia, która nie daje spokoju dziennikarzom Izraelskich mediów. To konieczność wyraźnego potępienia dla okrucieństw popełnianych przez Polaków wobec Żydów”. O brakach we wspólnej deklaracji piszą tak: „Ani słowa o spaleniu Żydów w stodole (chodzi o Jedwabne – red.), brak wzmianki o polowaniach na Żydów na polach i sprzedawaniu ich Niemcom za butelkę piwa”.
Co więcej, izraelskie media domagają się, by takie sformułowania zawierały podkreślenie polskiego pochodzenia sprawców.
Nie jestem historykiem i nie chcę się wypowiadać w tym temacie ale na chłopski rozum trudno jest mi przyjąć, że Polacy do stodoły Śleszyńskich (- Dr historii pani Ewa Kurek szacuję jej powierzchnię na ok. 140 m2) zagonili – i tu padają różne liczby: 1200,1500, 1600, a nawet 3800 Żydów. Którą z nich bym nie przyjął, wniosek jest taki sam – absurd! Nadmienię, że wg prof. Leszka Żebrowskiego, tuż przed okupacją niemiecką wg rejestru sowietów w Jedwabnym było 562 Żydów. Szacuje on, że do okupacji niemieckiej pozostało ok 200 – 300 z nich (https://www.magnapolonia.org/leszek-zebrowski-jedwabne-1941/).
Ostatnia uzgodniona wersja mówi, że zginęło ponad 360 – ciu. „Ponad” – to przedział nieskończony począwszy od liczby 361. Fakt jest taki, że 10 lipca 1941 roku Jedwabne było pod okupacją niemiecką i, że tego dnia doszło do zabójstwa nieznanej ilości Żydów.
Ekshumacja dałaby odpowiedź na pytanie ile i w jaki sposób w tym dniu ludzi zginęło. Dlaczego więc do tej pory nie wyrażono zgody na jej wznowienie? Dlaczego nie wyjaśni się sprawy, która rzekomo nas Polaków obciąża? Przypomnę, że wcześniejszą „przerwano gdy tylko pojawił się komunikat, iż znaleziono w niej łuski i naboje, co mogło wskazywać, że do zgromadzonych tam Żydów strzelano, a co mogli zrobić tylko Niemcy, bo tylko oni mieli tego dnia w Jedwabnem broń” (historyk i dziennikarz Wojciech Kempa). Zaś z ustaleń śledztwa przeprowadzonego przez IPN wynika, że feralnego dnia, 10 lipca 1941 roku, do Jedwabnego zjechali w ogromnej liczbie umundurowani Niemcy. Ilu ich było? – kolejna niewiadoma, jednak w zeznaniach jednego ze świadków pada ich liczba: „68 gestapo i 240-tu żandarmów”.
„Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą”
(Marek Aureliusz)

Wracając do meritum – co przyniesie korekta ustawy tego nie wiem, ale moim zdaniem Izrael i środowiska żydowskie mogą głośniej odtrąbić ten sukces. Upewnili się bowiem, że w przyszłości będą mogli twardo stać przy swoim w innych sprawach, jakie trzeba będzie rozwiązywać bez względu na argumentacje polskiego rządu. Jak my na tym wyjdziemy czas pokaże. Na razie wspólna deklaracja uspokoiła antypolskie ataki – tylko na jak długo?
Bądźmy nadal optymistami bo „nie ma tego żeby nie tamto”. Przypomnę tylko, że obecna trudna sytuacja Polski jest pokłosiem zaniechania przez lata obrony interesu polskiej racji stanu. Póki co, w dniu 9 maja prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał ustawę nr 447 JUS, która – jak twierdzi pan minister Czaputowicz (podobnie jak i pan Gowin) u nas nie działa i nie ma się czym przejmować. Nie mniej jednak, w sprawie zadośćuczynienia żydowskim roszczeniom majątkowym, szacowanym obecnie już na ponad 300 miliardów dolarów wystąpiła Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku w liście do Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie
Polska stała się głównym, zastępczym dłużnikiem, a Ameryka przyjęła na siebie obowiązek wyegzekwowania tych roszczeń. Dla państwa i narodu polskiego jest to bardzo niebezpieczne. Wystarczy bowiem aby Senat amerykański uchwalił, że Polska jednak stała po stronie morderców Żydów (– a grunt jest przygotowywany poprzez propagandę antypolską) aby na podstawie ww. ustawy władza USA mogła np. z dnia na dzień zamrozić i zabrać część z rezerwy dewizowej NBP (- jako zabezpieczenie pokrycia zadłużenia zagranicznego). Reszta to nieruchomości (budynkowe i gruntowe) w tym lasy państwowe w Polsce. Z uwagi na powyższe, ten krok wstecz jest jakimś rozwiązaniem – oby tylko nie doraźnym.

 

Bogusław Perycz

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *