MOJE MAZOWSZE. Boże Narodzenie – wyjątkowy czas na Mazowszu

2017-12-22 12:04:29

Pięknie przybrana choinka, wymarzone prezenty, wspólne śpiewanie kolęd, niezapomniany smak potraw wigilijnych – święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas w każdym zakątku Mazowsza. Najmłodsi z utęsknieniem czekają na przyjście świętego Mikołaja, starsi na wspólne kolędowanie i wigilijne przysmaki. Jednak województwo mazowieckie to wyjątkowy region pełen różnorodności. Nie inaczej jest pod względem zwyczajów i tradycji świątecznych.


Dawniej na Kurpiach dźwięk ligawki zapowiadał nadchodzące święta, a w gospodarstwie nie mogło zabraknąć byśków, na Ziemi Radomskiej zaś obrzucano się owsem. W tym wyjątkowym czasie warto sobie przypomnieć, jak wyglądały święta naszych przodków.

Radosne oczekiwanie

– Zwiastunami zbliżających się świąt Bożego Narodzenia były wielkie porządki w gospodarstwie oraz przygotowywanie ozdób – mówi Klara Sielicka-Baryłka, etnografka z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Podobnie do świąt przygotowywano się na dworach ziemiańskich. O tym, jak wyglądał adwent opowiada Anna Leśniczuk, historyk, asystent muzealny w Muzeum Ziemiaństwa w Dąbrowie.
– W tym czasie na dworach nie urządzano żadnych wesel, zabaw, nie było skocznej muzyki. Bardziej niż zwykle przestrzegano postu. Zarówno dorośli, jak i dzieci uczestniczyli w roratach w kościele. Pod koniec adwentu udawano się do miasta po zakupy. Kupowano różnego rodzaju smakołyki, słodycze, bakalie, czyli takie rzeczy, które trudno było samemu przygotować we dworze, a także materiały do wykonywania ozdób świątecznych oraz prezenty dla domowników.
Na Kurpiach znakiem zbliżających się świąt był dźwięk ligawki. – To instrument pasterski – tłumaczy Maria Samsel, dyrektor Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce. – Gra na niej wymaga nie lada umiejętności, dlatego nie każdy mógł z niej wydobywać czystą melodię.

Wigilijne przesądy

Wigilia świąt Bożego Narodzenia do dzisiaj uważana jest za wyjątkowy, magiczny czas. Nasi przodkowie również przypisywali jej duże znaczenie. – Wierzono, że wszystko, co się wydarzy w Wigilię ma duży wpływ na przyszłość – podkreśla Maria Samsel. – Rodzice często napominali dzieci, żeby rano wstawały, były grzeczne przez cały dzień, ponieważ tak miało być przez cały rok. Starano się także, aby w tym dniu nie pożyczać czegokolwiek od sąsiadów, gdyż nikt nie chciał być później dłużnikiem w nadchodzącym roku. Nie bez znaczenia było również, kto pierwszy odwiedził domowników w Wigilię. Mężczyzna gwarantował bogactwo przychówku, który miał się pojawić w gospodarstwie.
Szczególną wagę przywiązywano do słów. – Sądzono, że te wypowiadane w Wigilię, spełnią się. Dawano wiarę staremu przysłowiu „nie wywołuj wilka z lasu”, dlatego każde zdanie wymawiano z należytą ostrożnością. Nawet w myślach nie warto było nielubianemu sąsiadowi życzyć złego – tłumaczy dr Justyna Górska-Streicher, etnografka z Muzeum Wsi Radomskiej.

Podłaźnik, światy i siano w izbie

Dziś nie wyobrażamy sobie świąt Bożego Narodzenia bez pięknie ubranej choinki. Jednak ta ozdoba w kulturze polskiej pojawiła się dopiero w XIX w. – Dawniej dom dekorowano jedliną lub gałęziami. Pod sufitem wieszano czubek zielonego drzewa – tzw. podłaźnik. Ozdabiano go orzechami, jabłuszkami i słomkami. Na Mazowszu szczególnie popularną ozdobą były światy – przestrzenne konstrukcje, wykonywane z różnokolorowych opłatków. Wierzono, że zapewnią one gospodarzom pomyślność w przyszłym roku – opowiada Klara Sielicka-Baryłka. Dodaje również, że charakterystyczne dla Mazowsza było wyściełanie izby słomą lub stawianie w kątach snopków zboża. Tak przygotowane pomieszczenie miało symbolizować grotę betlejemską i przynosić szczęście rodzinie. Do dzisiaj zwyczaj ten w wielu domach kultywowany jest w postaci sianka pod obrusem stołu wigilijnego.

Wyjątkowy smak potraw wigilijnych

Bogactwo i różnorodność potraw wigilijnych w każdym zakątku Mazowsza jest ogromna. Łączy je jedno – zawsze są to potrawy postne i każdej z nich trzeba spróbować, aby zapewnić sobie szczęście w nadchodzącym roku. – W północnej części Mazowsza na stołach królowały kluski z makiem, czerwony barszcz z uszkami, pierogi z grzybami, groch z kapustą czy śledzie podawane zwykle z kartoflami – wylicza Magdalena Lica-Kaczan, etnolog z Muzeum Mazowieckiego w Płocku.
Na Kurpiach nie wyobrażano sobie świąt bez pieczywa obrzędowego, popularnie nazywanego byśkami i nowymi latkami. Byśki to figury wykonane z ciasta symbolizujące zwierzęta gospodarskie i leśne. – Stawiano je na stole w świętym kącie i każdy gospodarz wierzył w to, że im więcej ich przygotuje, tym lepiej się będzie wiodło wszystkim domownikom. Inną formą są nowe latki. Przedstawiają one pasterza otoczonego ptakami umieszczonymi na kręgu. Miały przynieść pomyślność w gospodarstwie, zapewnić liczny przychówek, szczęście, urodzaj na cały nadchodzący rok – mówi Maria Samsel.

Owies na szczęście

Powszechnym zwyczajem na Ziemi Radomskiej było obrzucanie się owsem. – Wierzono, że owies zostanie poświęcony i posłuży do przyszłorocznych zasiewów. W XIX w. obrzęd przyjął charakter zabawy i służył nawiązywaniu, szczególnie przez młodych, kontaktów towarzyskich. Kawalerowie obrzucali owsem panny. Im więcej dziewczyna miała owsa we włosach, tym większym powodzeniem cieszyła się wśród chłopców – tłumaczy dr Justyna Górska-Striecher.
Nasi przodkowie nie zapominali jednak o prawdziwym, religijnym wymiarze świąt Bożego Narodzenia. Wigilijną wieczerzę, podobnie jak obecnie, zawsze poprzedzała wspólna modlitwa lub czytanie Pisma Świętego. – Dla mnie, jako małego chłopca, magicznym momentem tej wyjątkowej nocy była Pasterka. Do dziś pamiętam tamten nastrój i radość, która płynęła ze słów kolęd – wspomina marszałek Adam Struzik.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *