LUDZIE I ICH PASJE: Uzdrowiciel starych maszyn

2019-02-07 6:34:58

Ryszard Kopycki z Legionowa to pasjonat, który nie tylko zgromadził olbrzymią kolekcję zabytkowych maszyn do szycia. To przede wszystkim człowiek, który uruchamia stare, często znalezione na złomie maszyny i daje im drugie życie

Pewnego dnia w redakcji zadzwonił telefon. Męski głos w słuchawce zapytał czy słyszeliśmy o historii, którą opisała Gazeta Mosińsko-Puszczykowska. Chodziło o jakąś lokalną gazetę na drugim końcu Polski i artykuł o kolekcjonerze starych maszyn do szycia, który zgromadził zbiór około 200 takich urządzeń. Nieco zaskoczeni tłumaczyliśmy, że to bardzo ciekawa historia i pewnie bylibyśmy nią zainteresowani gdyby w jakiś sposób była związana z Legionowem lub powiatem legionowskim. Rozmowa jakoś się nie kleiła. W słuchawce po drugiej stronie zapadło milczenie. Zapytaliśmy w końcu, czy nasz rozmówca zna kogoś takiego na naszym terenie, kto ma podobne hobby. Po krótkiej przerwie, głos w słuchawce powiedział – „To właśnie ja”. Ja też zbieram maszyny do szycia i mam ich nawet więcej niż ten kolekcjoner z Mosiny. Wtedy umówiliśmy się na spotkanie.

Zapach oliwy

Działka znajdowała się na obrzeżach Legionowa, blisko torów kolejowych. Zarośnięty teren, stary dom, jakieś zabudowania gospodarcze i sporo zgromadzonych na podwórzu materiałów budowlanych prawdopodobnie na budowę nowego domu. Przy furtce czekał gospodarz. Wchodzimy do środka, nie idziemy jednak do domu ale do jakiejś komórki. Z zewnątrz wygląda nieciekawie, ale w środku, wkraczamy jakby do innego świata. Całe ściany zajmują drewniane półki, a na nich stare maszyny. Maszyny stoją też na stołach i regałach. W pomieszczeniu zaś roznosi się zapach oliwy. Wszystkie stare, można nawet powiedzieć przetpotopowe maszyny do szycia błyszczą się. Pytam więc – ile ma tych maszyn i co z nimi robi? Okazuje się, że Pan Ryszard sam nie wie, bo ich nie liczy. – „Chyba jest ich ponad 200. Mowa oczywiście o tych zrobionych, wyczyszczonych i sprawnych. Ważniejsze jest żeby wszystkie działały.” – odpowiada. Każdą przynajmniej raz w roku musi zakręcić i naoliwić. Wiele maszyn, tych jeszcze niezrobionych albo niekompletnych poutykanych jest też w innych miejscach również na podwórku.

Maszyna na złomie

Jakieś 15 lat temu był na złomowisku i przypadkiem zobaczył tam starą maszynę do szycia. Pomyślał, że szkoda jej i postanowił zabrać. A w domu stwierdził, że trzeba ją uruchomić i tak się zaczęło. W końcu jeszcze niedawno wszystkie te maszyny działały i służyły w prawie każdym domu. Zainspirowało go to do dalszych poszukiwań. Odkładają mu teraz takie maszyny na złomowiskach a on je czyści i naprawia. Zaczął też kupować z internetu ale jak mówi najbardziej ciesz się gdy udaje mu się kupić piękną maszynę za 100 albo i za 20 zł ze złomu. Wszystkie maszyny chce od razu uruchomić, jeszcze pierwszego dnia, jak przynosi je do domu. A właściwie nie wchodzi nawet do domu, tylko idzie najpierw do warsztatu i tam rozkręca czyści, oliwi i ponownie uruchamia mechanizmy. – „To są precyzyjne mechanizmy, dobrze spasowane, każda część musi być na własnym miejscu, bo inaczej maszyna nie pójdzie” – mówi Pan Ryszard. Często siedzi tam, nie je, nie śpi dopóki nie padnie .

Najważniejsze są mechanizmy

Pan Ryszard z zawodu jest krawcem bieliźniarzem, ma nawet papiery mistrzowskie. Dlatego nie może patrzeć jak stare maszyny stają się bezużyteczne i są wyrzucane. Prowadził własną firmę. – „Ale cały ten przemysł upadł, jak komuna upadła i zmienił się ustrój. Wtedy musiałem się przekwalifikować” – mówi. Wykonywał potem różne zajęcia. Jeździł na przykład na parowozach jako pomocnik maszynisty, zakładał trawniki, pomagał patologowi przy sekcjach, był grabarzem, a także masarzem. Obecnie pracuje w firmie produkującej elementy do samochodów. Zawsze ciągnęło go jednak, jak sam mówi, do uruchamiania mechanizmów. Czasem ktoś przynosi mu coś do naprawy, na przykład maszynę do pisania albo żyrandol. Znajdował też stare żelazka i stwierdzał, że je weźmie, bo szkoda wyrzucić. Potem je naprawiał i zawsze był zadowolony jak widział, że już ładnie wygladają. Twierdzi, że mógłby je też zbierać. Jednak jak mówi, nie ma co przy nich robić, można tylko na nie popatrzeć, bo nie mają mechanizmów.

Nie ciągnie go nawet na grzyby

Stare maszyny zwykle nie są drogie ale ich uruchamianie i utrzymywanie w sprawności zajmuje bardzo dużo czasu. Czasochłonne jest również szukanie ciekawych okazów. Droga jest za to renowacja szafek i stołów do maszyn, które musi oddawać innym fachowcom. Najdłużej jedną maszynę naprawiał ponad 3 tygodnie, bo była bardzo zniszczona. Najstarsza z jego maszyn jest z 1850 roku, a więc niedługo po tym, gdy maszyny takie zostały wynalezione. – „Teraz mam na warsztacie taką dziwną zębatkową z 1894 r. Koło ma jeszcze w innym miejscu niż większość tych późniejszych maszyn„ – opowiada Pan Ryszard. Maszyny pochłaniają mu większość wolnego czasu. Mówi, że z ich powodu czasem nie ciągnie go nawet na grzyby. Najważniejsze jest przecież aby jego maszyny otrzymały drugie życie.

ML.

Komentarze

1 komentarz

  1. Nikt odpowiedz

    Gratulacje, wspaniała pasja…. a może jakaś wystawa w Legionowie? Może w Urzędzie Miejskim?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *