Wrzesień 1939: Wehrmacht morduje jeńców

2019-10-02 11:35:57

Wkraczające do Polski we wrześniu 1939 r. oddziały niemieckie dokonywały masowych mordów zarówno na ludności cywilnej jak i wziętych do niewoli żołnierzach niezależnie od ich szarży. Skrajnym okrucieństwem wykazywali się na równi Niemcy i Austriacy, nie tylko z formacji SS, ale także ci noszący mundury Wehrmachtu. Także w naszych okolicach doszło do kilku takich mordów, m.in. w Zakroczymiu, Piasecznie, Sochaczewie…

Robert Szydlik

W czasie II wojny światowej zbrodnie na Polakach i innych obywatelach polskich II RP były codziennością, jednak zaraz po wybuchu wojny, jeszcze we wrześniu 1939 r., naszym rodakom w głowie się nie mieściło, że zbrodnie mogą osiągnąć taką skalę, a agresorzy (zarówno Niemcy jak i sowieci) będą bez pardonu zabijać masowo tak samo cywili, jak i wziętych do niewoli żołnierzy, w tym oficerów. Najgłośniejszymi i najlepiej udokumentowanymi zbrodniami popełnionymi we wrześniu 1939 r. były te w Majdanie Wielkim k. Zamościa oraz Ciepielowie i Opatowcu w Kieleckiem. Te właśnie najczęściej przypominano w okresie PRL-u, bo doczekały się one osądzenia w powojennych procesach.

„Brudni Polacy i wstrętni Żydzi”

To, jak Niemcy traktowali Polaków i jak widzieli Polskę, pokazują ich listy i język wojennej propagandy kierowanej do zwykłych żołnierzy: „Naród [polski] nigdy nie może być zdany tylko na siebie, lecz zawsze musi mieć nad sobą pana trzymającego w ryzach niskie instynkty”, „Mieliśmy tu okazję zobaczyć, jak mieszkają Polacy. Aż trudno sobie wyobrazić, w jakim brudzie się dobrze czują. Polak nie wie, czym jest kultura mieszkaniowa, jakiej wymaga nawet najuboższy Niemiec”; „Uderzająca jest duża liczba wstrętnych Żydów”. W propagandowych broszurach ostrzegano żołnierzy niemieckich (i austriackich!) przed „fanatyczną” nienawiścią Polaków do Niemców, która musiała prowadzić do sabotażu, dywersji i działań partyzanckich, w które angażować się mięli bardzo chętnie księża i przedstawiciele inteligencji.

Zapomniane mordy

Indoktrynacja przyniosła zamierzony skutek. Najeźdźcy wykazywali się bowiem niesłychaną wprost brutalnością i bywało, że ze strachu mordowali jakby „na wszelki wypadek”, a z nienawiści bez pardonu także ludzi kompletnie bezbronnych. Samych wziętych do niewoli żołnierzy mordowano też często i po to, by ci za chwilę nie zbiegli i nie zasilili szeregów partyzantki. Tu Niemcy się nie pomylili spodziewając się polskiego ruchu oporu… Skala zbrodni już we wrześniu osiągnęła ogromne rozmiary, jednak w obliczu późniejszych masowych zbrodni, przemysłowego ludobójstwa, zeszły one w historiografii na plan dalszy i w większości nie były dobrze udokumentowane. Wśród kilkudziesięciu odnotowanych takich egzekucji przypomnieć należy o ofiarach bestialstwa pod samą Warszawą – w Zakroczymiu i Piasecznie, a także pod Sochaczewem.

Uliczna egzekucja w okupowanej Polsce

Ponure kalendarium

10 września w podwarszawskim Piasecznie żołnierze „bohaterskiego” Wehrmachtu (tak!)
rozstrzelali dwudziestu jeden jeńców z 26. Pułku Artylerii Lekkiej.
12 września pięciu polskich jeńców rozstrzelano w Kozłowicach k. Żyrardowa.
18 września w Śladowie k. Sochaczewa Wmiejscowości Śladów w powiecie sochaczewskim żołnierze bliżej nieustalonej jednostki pancernej zabili ponad trzysta osób, wśród których byli cywile i jeńcy wojenni.
22 września w Sochaczewie żołnierze nieustalonej jednostki Wehrmachtu rozstrzelali pięćdziesięciu żołnierzy bydgoskiego baonu Obrony Narodowej.
28 września doszło do największego pod Warszawą mordu na jeńcach – w Zakroczymiu. Zginąć w nim miało kilkuset żołnierzy, już rozbrojonych jeńców. Na to, że była to zbrodnia systemowa, a nie „przypadkowa” wskazuje faktu, że tego dnia wymordowano w Zakroczymiu dwie odrębne grupy żołnierzy więzionych w różnych miejscach.

Fałszywy mit rycerskiego Wehrmachtu

Wyżej przywołane zbrodnie, zaledwie kilka z kilkudziesięciu udokumentowanych, potwierdzają tezę, że nie były to pojedyncze wypadki wojenne a zjawisko o charakterze systemowym, za które odpowiedzialność ponosiły frontowe jednostki, wśród których dominował Wehrmacht. Niemieckie zbrodnie wojenne to nie tylko rozstrzeliwanie jeńców, to także nieudzielanie pomocy rannym, częste ich dobijanie, tortury a także różne formy represji a także mordowanie krewnych żołnierzy Wojska Polskiego. Propagowany w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu mit rycerskiego Wehrmachtu miał oczyścić Niemców i Austriaków, a winę zrzucić na „nieustalonej narodowości” nazistów w mundurach SS. Tymczasem już w pierwszych dniach wojny okupanci dokonywali masowych mordów niezależnie od tego, jakiej formacji mundury nosili. Czystych rąk nie mieli także lotnicy Luftwaffe bombardujący Wieluń (gdzie nie było przecież zgropowania wojsk ani przemhysłu zbrojeniowego) czy Kriegsmarine, bo niemiecka marynarka bez wahania zatapiała statki cywilne i handlowe.

Niemiecka polityka historyczna

Smutnym podsumowaniem klęski wrześniowej są słowa Witolda Kuleszy (w latach 2000–2006 dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu): „Choć zbrodnie Wehrmachtu popełniane w Polsce od 1 września 1939 r. były badane przez historyków, a także stanowiły przedmiot śledztw prowadzonych przez Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – IPN, jednakże zbrodniczy charakter działań żołnierzy niemieckich w czasie Polenfeldzug nie został potwierdzony żadnym wyrokiem niemieckiego sądu, skazującym ich sprawców”. To pokazuje, jaką narrację przyjęły Niemcy, zarówno RFN po II wojnie światowej jak i zjednoczone po upadku muru berlińskiego współczesne Niemcy. Według ich „prawdy” mordowali tylko naziści i esesmani. I choć 1 września w Polsce prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier mówił o wyłącznej odpowiedzialności Niemiec za II wojnę światową, to już na zachodniej granicy Niemiec świętował… wyzwolenie swojego kraju od nazizmu.

Robert Szydlik
Autor jest dziennikarzem, heraldykiem i samorządowcem. W swoim dorobku ma herby, flagi, sztandary i pieczęcie dla kilkudziesięciu jednostek samorządowych w Polsce. Projektował też medale (m.in. Krzyż Zachodni, medal Pro Bono Poloniae). Członek Komisji Heraldycznej przy MSWiA i Rady ds. Numizmatycznych NBP. Współpracownik Senatora RP prof. Jana Żaryna. Blisko związany z naszą redakcją od 1996 r.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *