MOJE AKTYWNOŚCI. Powstańcze wieńce

2018-08-16 5:23:42

Senat RP zakończył przedwakacyjną serię obrad już w lipcu 2018 r. Senatorowie rozjechali się do domów, ale to nie znaczy że od razu pojechali na wakacje. Spotykamy się ponownie na Wiejskiej dopiero pod koniec września, ale to nie znaczy, że mamy tak długie wakacje. Mogę to potwierdzić własnym przykładem

Prof. Jan Żaryn

W ciągu pierwszego dnia sierpnia b.r. miałem przyjemność i honor składać wielokrotnie wieńce w imieniu senatu RP i pana marszałka Stanisława Karczewskiego, w miejscach – na cmentarzach i przy pomnikach – upamiętniających Powstanie Warszawskie; ludność cywilną oraz żołnierzy i oficerów, dowódców Armii Krajowej, a także innych formacji podporządkowanych na ten czas w stolicy AK, jak NSZ czy AL. Przy okazji po raz kolejny można było usłyszeć i przeżyć raz jeszcze te tragiczne i heroizmem naznaczone historie ludzi, konkretnych. Gdy 5 sierpnia siedziałem obok burmistrza Woli przy pomniku 50 tysięcy pomordowanych mieszkańców Woli podczas Powstania Warszawskiego, głównie w ciągu trzech dni: 5-7 sierpnia 1944 r. , przypomniałem sobie o jednym z nich, o ks. płk Tadeuszu Jachimowskim. Był Dziekanem Kapelanów AK, który nie dotarł zgodnie z rozkazem do kwatery głównej Powstania, gdyż zaopiekował się najbliższą ludnością cywilną napotkaną po wybiciu godziny „W”. Zatrzymany wraz z nią przez wkraczających Niemców, ostatecznie 7 sierpnia trafił do kościoła św. Wojciecha na Woli. Tam został brutalnie zamordowany, indywidualnie, jako kapłan – strzałem w tył głowy. Ginęli także mieszkańcy okolicznych kamienic, ginęli pacjenci wolskich szpitali, wraz z personelem. Ginęli proboszczowie wolskich kościołów. W sumie co najmniej 50 tysięcy mieszkańców stolicy, w tym dzieci i kobiety, bezbronna ludność – ludobójstwo dokonane z zimną krwią w ciągu kilku dni. Niewyobrażalne, a jednak prawdziwe. Celebrując to dramatyczne wydarzenie, wszyscy byliśmy razem. Wieńce składali przedstawiciele wszystkich partii politycznych, i mogli ze sobą rozmawiać. To cenne!
Z kolei, 1 sierpnia od rana aż do późnego wieczora, uczestniczyłem w kolejnych wydarzeniach upamiętniających powstańców warszawskich. Przed południem byłem w parku Dreszera na Mokotowie, który walczył prawie do końca insurekcji. Tam, niestety, musieliśmy wysłuchać przemówienia pana burmistrza, który z niewiadomych powodów postanowił podzielić Polaków honorujących naszych bohaterów. Powiedział bowiem, że tu spotkali się ci, którzy oddają cześć Powstańcom Warszawskich, a nie Żołnierzom Wyklętym, którzy mieli rzekomo złamać rozkaz gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” z 19 stycznia 1945 r. o rozwiązaniu Armii Krajowej. Podszedłem do pana burmistrza, by mu wypomnieć iż nie powinien nas dzielić, bo jesteśmy tymi, którzy honorują i jednych i drugich. Przy tej okazji warto podkreślić, że rozkaz z 19 stycznia 1945 r. miał na celu zejście do głębszej konspiracji, czego dowodem był fakt, że sam dowódca AK „złamał” rozkaz, przechodząc do organizacji „NIE”, od słowa niepodległość. Z niej zaś, po kolejnych rozkazach p.o. Naczelnego Wodza gen. Władysława Andersa, została powołana w maju 1945 r. najpierw Delegatura Sił Zbrojnych, a we wrześniu 1945 r. największa struktura organizacyjna powojennego podziemia: Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”. Dlaczego niektórzy muszą dzielić naszych bohaterów i nas, którzy chcą im oddać cześć i chwałę? Polityka historyczna to termin, który czasem ma większy związek z polityką niż z historią. Chodzi bowiem o to, że Polacy, którzy w różny sposób –od bohaterskich postaw po hańbiące – przeszli przez PRL, w tym byli żołnierze Armii Krajowej, NSZ i AL, zgodzili się dziś, iż Powstanie Warszawskie było ostatnim aktem walki o Niepodległą. Jego upadek i dramatyczne skutki, czyli śmierć co najmniej 150 tysięcy żołnierzy, oficerów i mieszkańców miasta, wypędzenie pozostałej ludności stolicy i zniszczenie jej przez Niemców, ma na równi obciążać Niemców, Sowietów stojących po drugiej stronie Wisły, jak i polityków polskich, a konkretnie rządu RP na uchodźstwie, w PRL nazywanego pogardliwie „rządem londyńskim”. Polacy nie zgodzili się zaś, by wszystkie postawy w PRL uznać za tak samo bohaterskie. Żołnierze Wyklęci to ci, którzy byli także powstańcami, ale należeli do jednej tylko kategorii powojennej – nosicieli postaw heroicznych. W ten sposób, po raz kolejny PRL zaciążył na obchodach Powstania Warszawskiego. A nie musiał, bo dzisiejsze pokolenie samorządowców nie musi być wyrazicielem środowisk, które mają kompleks swojego powojennego wyboru. Smutne, bo tak naprawdę, powstańcy – ci co zginęli i przeżyli- w ciągu tych 63 dni wszyscy, marzyli o Polsce wolnej i niepodległej.

Jan Żaryn

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *