100 LAT!

2018-09-02 3:02:29

Jako pasjonat historii i militariów postanowiłem obejrzeć defiladę wojskową w Warszawie zorganizowaną z okazji Święta Wojska Polskiego, w bieżącym roku dodatkowo przypadającą w stulecie odzyskania niepodległości. Zostawiając na boku spory o politycznym zabarwieniu, jakie przetaczały się w przeddzień wydarzenia przez media i portale społecznościowe, postanowiłem dać sobie szansę zobaczenia na własne oczy zapowiadanej od miesięcy parady.

mgr. M. Robert Szymański

Na legionowski dworzec dotarłem wraz z kilkuosobową ekipą około godziny 11.00. Do odjazdu pociągu pozostało ok. 30 minut. Wokół tłum, rodziny z dziećmi. Rozmiar kolejki do biletomatu wykluczał możliwość zakupu biletu w czasie jaki nam pozostał… Dlaczego na legionowskim dworcu wciąż nie ma kas biletowych? Z głośnych rozmów wokół łatwo można było się zorientować, że zdecydowana większość przybyła w tym samym celu co my.

Wreszcie na gęsto zapełniony peron wjechał – równie gęsto zapełniony pociąg… Jakby tego było mało podstawiono najmniejszą, pojedyńczą jednostkę. Myślę, że osoba odpowiedzialna za tę sytuację powinna zobaczyć twarze zawiedzionych dzieciaków opuszczających peron legionowskiego dworca. Bardzo wiele osób nie zdołało wsiąść. My również, obserwując skład przypominający puszkę sardynek postanowiliśmy dać szansę motoryzacji.

Bez problemów dojechaliśmy autem do Mostu Gdańskiego i zaparkowaliśmy w okolicy. Jeszcze kilkaset metrów marszu i zajęliśmy miejsca przy barierkach. W tym momencie do rozpoczęcia uroczystości zostało około 40 minut.

Wokół tłum, gęstniejący z każdą chwilą. Naprzeciwko nas – zagraniczne delegacje wojskowe, najbliżej kilkudziesięcioosobowa amerykańska. Tu ciekawostka – żołnierze US Army bodaj jako jedyni ustawieni byli według wzrostu. Żar bił z nieba i od jezdni. Po kilku minutach jeden z Amerykanów runął omdlały na rozgrzany asfalt. Koledzy odnieśli nieszczęśliwca na bok, gdzie cywilny patrol medyczny udzielił mu pomocy. Za chwilę zemdlał następny.

W tym samym czasie na pobliski klon wgramolił się około sześćdziesięcioletni, dziarski jegomość i mościł się na nim, potrząsając gałęziami nad głowami innych widzów. Wojskowy żandarm uprzejmie poprosił pana o zejście z drzewa, jednak bezskutecznie. Po chwili pod drzewem zrobiło się kolorowo od mundurów. Byli żandarmi, policjantki i policjanci. Dialog z panem na drzewie nabierał tempa. W momentami śmiesznej, aczkolwiek z obu stron uprzejmej konwersacji gość na drzewie nie odpuszczał mundurowym. Wreszcie jedna z policjantek zapytała: „a jeżeli Pan spadnie na jakieś dziecko pod drzewem – to co”? Pan bez zająknięcia odpowiedział: „Jeśli spadnę z tego drzewa na kogoś, to biorę to na siebie”. Po tej deklaracji do dyskusji włączył się stanowczo żandarm z gwiazdkami na pagonach. Poszło sprawnie. Pan zszedł z drzewa.
Niemal dokładnie wtedy nadciągnęła ciemna chmura i zaczął padać ciepły, letni deszcz. Wielu, w tym zapewne obaj Amerykanie odetchnęło z ulgą, inni być może ochłonęli. Nad głowami zgromadzonych przeleciała formacja samolotów wypuszczając biało – czerwony dym i defilada się rozpoczęła… Cóż, następna taka okazja przytrafi się za 100 lat.

 mgr M. Robert Szymański

Komentarze

1 komentarz

  1. Głąb odpowiedz

    Niezły MGR. Podpisywał zdjęcie Roberta, ja pierduuuuu MGR bez kropki BEZ KROPKI człowieku 😂😂😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *